Trudny klient w terapii uzależnień

                         Co to znaczy „trudny przypadek” w terapii uzależnień.

 Są zmorą ośrodków odwykowych. W mniej doświadczonych terapeutach  wzbudzają burzę wieloznacznych emocji. Ich oddziaływanie na innych pacjentów też nie jest obojętne. Zasiewają w nich zwątpienie, podcinają skrzydła jeszcze nawet dobrze nie rozpostarte do lotu. Są  w różnym wieku, mają bardzo zróżnicowany status społeczny, wykształcenie, pochodzą z różnych środowisk. Łączy ich jedno: są na terapii drugi, trzeci, piąty, dziesiąty raz. Rekordziści już się pogubili w rachubach. Odwiedzają albo jeden i ten sam ośrodek albo jeżdżą po całej Polsce ( część ma za sobą nawet terapie uzależnień za granicą) zaliczając kolejne placówki. Pacjenci wielokrotni. Kim są? Czego oczekują? Jak z nimi pracować ?

Jak wspomniałem wyżej ludzie powtarzający terapię, przychodzący na leczenie po raz kolejny ,w terapeutach budzą wiele uczuć. Najczęściej doświadczanymi emocjami są frustracja, zniechęcenie, złość. Jeszcze częściej chyba bezradność i bezsilność. No bo co można takiemu klientowi zaoferować? Zna na pamięć program, na wyrywki wymienia objawy choroby, mechanizmy uzależnienia, wie co powinien, a czego nie powinien robić, żeby utrzymywać abstynencję i wracać do zdrowia.

Terapeuta uzależnień ma wrażenie, ze nie ma takiemu pacjentowi nic do zaoferowania, więc złości się na niego, frustruje. Konfrontuje podczas rozmów indywidualnych  oraz na forum grupy. Bardzo często z głębokim przekonaniem, ze to przecież i tak nic nie da. Popada więc w coraz większa frustrację, złość, bezsilność, bezradność. W skrajnych przypadkach będzie odczuwał do takiego pacjenta mocno skrywaną niechęć, do  której- rzecz jasna nawet przed samym sobą się nie przyzna. Pod wpływem takich klientów zaczyna wątpić w swoje umiejętności terapeutyczne, sens swojej pracy, ba- nawet w sens samego pomagania osobom uzależnionym

Tymczasem zamiast pogrążać się w wypalającej , niszczącej i wszechobecnej frustracji warto może zmienić sposób patrzenia na tego typu ludzi. Zmienić woje oczekiwania wobec nich, swoje nastawienie, inaczej mierzyć ich oraz swoje sukcesy w tym względzie. Na początek spróbujmy sobie odpowiedzieć na pytanie kim są ludzie, którzy wielokrotnie przychodzą się leczyć?

Rzecz jasna nie ma jednego wzorca, schematu psychologicznego takich klientów. Wspólne ze sobą mają to, ze nie potrafią ( może nie chcą?) utrzymać trwałej abstynencji.

Na początek napiszę więc coś, co może niektórych zdziwi, a nawet zszokuje- powinniśmy jako terapeuci wyzbyć się przyzwyczajenia patrzenia na takich klientów jako na nieuleczalnych nieudaczników, stracone, beznadziejne przypadki. Powinniśmy przestać patrzeć na nich wszystkich i każdego z osobna w taki sam sposób, bo przecież jak wspomniałem- historia i doświadczenia życiowe każdego takiego pacjenta są inne.

Po pierwsze warto sobie uświadomić ( i jest to kolosalny krok do poprawy naszego komfortu w pracy z takim pacjentem), że to iż pacjent nie potrafi odnieść sukcesu w postaci utrzymania trwałej abstynencji to jeszcze nie znaczy, ze z poprzednich prób leczenia nic nie wyniósł, nic nie skorzystał. Często są to kilkumiesięczne, nierzadko kilkuletnie nawet abstynencje. Gdyby je wszystkie ze sobą zsumować, okazałoby się, że pacjent ma na koncie całkiem pokaźny czas, w którym nie pił, lub nie zażywał narkotyków ( nie uprawiał hazardu, nie palił tytoniu etc. etc.). Z dużym, graniczącym z pewnością prawdopodobieństwem możemy założyć, że pacjent taki gdyby nie poprzednie próby leczenia i okresy abstynencji, być może już by nie żył, albo byłby w takim stanie, ze nie mógłby z leczenia skorzystać. Czy nie jest to mimo wszystko ogromny sukces-tego właśnie pacjenta, a także i terapeutów, którzy do tej pory z nim pracowali, w tym także i nasz?

Nawet jeżeli okres abstynencji po leczeniu nie był długi, lub w skrajnym przypadku nie było go wcale( część pacjentów wraca do picia już tego samego dnia po opuszczeniu ośrodka) to też nie znaczy ( dla wielu czytających teza ta może być wręcz szokująca), że okres terapii został kompletnie przez takiego pacjenta zmarnowany, pieniądze podatnika wyrzucone w błoto i wszystko trzeba będzie zaczynać kompletnie od nowa.

Pacjenci powracający na terapię często powołują się na swoje doświadczenia z poprzedniego leczenia. Wskazują różnicę jaka przyświecała im poprzednio, a jaka jest teraz w motywacji do zmiany. Wielu mówi, ze chociaż poprzednim razem nie miało motywacji do zaprzestania picia, że leczenie odbywali pod presją, dla zaspokojenia oczekiwań swoich bliskich, krewnych, pracodawców, że chociaż po opuszczeniu ośrodka rychło wrócili do picia, to jednak coś mimo wszystko zostało w ich głowach, że okres terapii zasiał w nich wątpliwości co do prowadzenia dotychczasowego sposobu życia, że zniknął gdzieś psychologiczny komfort picia, że pewne postawione na terapii pytania nie dawały spokoju i domagały się odpowiedzi…

Oczywiście możemy takie wynurzenia pacjenta zdeprecjonować, podważyć ich wiarygodność, sens, ale przecież istnieją wcale liczne przypadki, ze my sami dostrzegamy istotną różnicę funkcjonowania pacjenta, który trafia do nas  po raz kolejny. A nawet jeżeli nie mieliśmy okazji widzieć go „ w akcji” poprzednio- intuicyjnie doświadczamy że z dużym prawdopodobieństwem jest innym człowiekiem niż kiedyś ( w pozytywnym słowa znaczeniu) i nie byłby takowym gdyby nie jego poprzednie próby rozwiązania swojego problemu.

Można a nawet trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego taki pacjent przychodzi po raz kolejny? Oczywiście można łatwo wyjaśnić  sobie i spróbować” zdemaskować” pacjenta udzielając bardzo łatwej i prostej odpowiedzi, że to pewnie dlatego że mu tak wygodnie, że chce  np. spędzić zimę w ciepłych i bezpiecznych warunkach, wygodnie przeżyć kilka tygodni lub miesięcy na czyjś koszt, że uzależnił się od terapii i nie potrafi już żyć samodzielnie itp., itd.

Często nasze hipotezy i nasze odpowiedzi są…zgodne ze stanem faktycznym i obiektywną prawdą! Oczywiście- często jedyną motywacją pacjenta jest przetrwanie zimy, uniknięcie odpowiedzialności karnej, brak pomysłu na inne życie etc .etc.

Tylko…mimo wszystko on przychodzi. A tylu innych nie. A wcale nie żyją w lepszych od naszego pacjenta warunkach, wcale nie grożą im z powodu picia mniejsze konsekwencje. Itp. Mogliby spokojnie skorzystać z takich, choćby tylko doraźnych sposobów zaradzenia swoim problemom, a jednak tego nie robią. Wielu a nawet większość alkoholików nigdy nie trafi lub nigdy nie trafiła na leczenie.

Być może spojrzenie na pacjenta z takiej właśnie perspektywy pozwoli nam wyzbyć się znacznej części naszej frustracji i niechęci do niego i po prostu patrzeć na niego życzliwej, co – rzecz oczywista- automatycznie przełoży się na nasz lepszy kontakt z takim człowiekiem i większą efektywność naszej wspólnej pracy.

Warto też poszukać drugiego, a może nawet trzeciego dna w tych z pozoru oczywistych powodach, dla których nasz pacjent po raz n-ty zawitał do naszego poradni ( ośrodka). Jeżeli stwierdzimy, że można ( a można) w motywacji pod tytułem „ spędzę 6 tygodni w cieple i będę miał za darmo jedzenie” dostrzec po prostu fakt, że pacjent po prostu chce żyć i w swoim rozumieniu żyć godnie, że ceni sobie takie wartości, jak ciepło, bezpieczeństwo, spokój, dach nad głową itp. To na tej podstawie, jeżeli będziemy chcieli i umieli mu to przekazać, możemy zbudować w takim człowieku autentyczną i głęboką chęć zmiany, oparcia się na sobie i szukania trwałych rozwiązań miast doraźnych półśrodków.

Wspomniałem wyżej, o grupie ludzi, którzy mimo braku trwałego sukcesu w postaci abstynencji, coś jednak dzięki poprzednim próbom leczenia zmienili, coś zyskali. Są jednak i tacy i nie jest ich tak wcale mało, którzy mimo kolejnych prób leczenia nie odnoszą żadnych, lub prawie żadnych sukcesów. Ich okresy abstynencji są żałośnie wręcz krótkie i mizerne, tkwią w toksycznych sprzyjających nałogowi realiach i nawet nie próbują ich zmienić . Mimo naszych usilnych starań nie potrafimy dostrzec w nich choćby minimalnej zmiany, w myśleniu, postrzeganiu siebie, świata, podejściu do picia jak ma to miejsce w tych mniej drastycznych przypadkach…Co wtedy?

I znowu- tak jak już wyżej- cały czas warto pamiętać że jednak ten człowiek po raz kolejny trafia na leczenie, że coś nim jednak kieruje, ze nawet jeżeli są to próby pod presją systemu, to przecież jest tylu innych, którzy skutecznie temu systemowi stawiają opór i nawet jednej próby leczenia nie podejmują.

Jeżeli nawet nie ma na ten moment najmniejszych przesłanek pozwalających rokować nadzieję na przełom, proponuję spojrzeć na tego człowieka jako na kogoś kto cały czas próbuje. Nawet jeżeli w taki sam sposób i z podobnym ( żadnym lub prawie żadnym) skutkiem to jednak próbuje. Dzięki temu nawet w największym „ oporniaku”, w najbardziej „ „ beznadziejnym „ przypadku mamy szansę dostrzec potencjał, docenić i uszanować energię, która cały czas pcha go w stronę jasnej strony mocy. I znowu- będziemy mogli spojrzeć na niego życzliwiej. Sami sobie i jemu poprawiając komfort pracy.

Poza tym- nigdy przecież nie wiemy czy, kiedy i jak dokona się zmiana. Historia terapii pełna jest przypadków ludzi, którzy próbowali bezskutecznie kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt razy, kiedy wydawało się, ze wszystkie metody, sposoby, techniki i umiejętności zostały wyczerpane, kiedy już wszyscy ogłosili porażkę,  w danym człowieku za którymś tam razem coś w pozytywnym słowa znaczeniu „ pękło”, coś się przestawiło, przewartościowało i zaczął trzeźwieć.

W historię każdego człowieka, w tym także i nas wpisane są nie tylko sukcesy, ale i porażki. Być może nawet tych drugich jest więcej: wcale nie tak często jakikolwiek życiowy sukces udaje nam się osiągnąć za pierwszym razem ( przypomnijmy sobie ilu z nas zdawało wielokrotnie na prawo jazdy, wyższe uczelnie, starało się o wymarzoną pracę etc.) Światowej sławy artyści, politycy, naukowcy, wodzowie, sportowcy odnosili w swoim życiu bolesne, wręcz kompromitujące porażki. Wielu z nich po latach stwierdziło, ze gdyby nie kolejne przegrane wybory, kompromitująco wykonany rzut karny, kolejna nieudana próba dostania się na studia itp. nie byliby tym kim są ( lub byli) obecnie i nie zanotowaliby na swoim koncie sukcesów, z których są znani lub które dają im szczęcie i poczucie spełnienia.

Na zakończenie: także innym naszym pacjentom-tym podejmującym leczenie po raz pierwszy warto przekazywać, że nie muszą a nawet nie powinni frustrować się nieudanymi próbami kolegów. Warto podkreślać, ze przecież w ich przypadku może być inaczej- mogą wytrzeźwieć „ za pierwszym podejściem”, że każdy ma inną drogę itp. Oczywiście- nie bagatelizujmy potencjalnych wpadek, wskazujmy pacjentom potencjalne, także te najbardziej tragiczne ich konsekwencje. Uczmy ich jak tego unikać, ale nie demonizujmy też, nie potępiajmy i nie oceniajmy, bo efekt tego może być odwrotny od zamierzonego. Pacjent po prostu zniechęcony pierwszą lub kolejną porażką, w obawie przed surową oceną, spisaniem na straty, brutalną konfrontacją nie podejmie kolejnej próby a to faktycznie będzie oznaczało jego klęskę ostateczną.

Truizmem, ale truizmem wartym zaznaczenia jest fakt, ze wszystko to, co napisałem tu o „ pacjentach wielokrotnych” ma swoje zastosowanie nie tylko w stosunku do osób uzależnionych. Także osoby współuzależnione, DDA, czy korzystający z psychoterapii z jeszcze innych powodów też zaliczają terapeutyczne porażki, tez wielokrotnie przychodzą po pomoc, tez praca z nimi wydaje się być orką na ugorze…

Nie zniechęcajmy więc siebie i ich. „ Póki próbujesz- jesteś zwycięzcą”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

© 2021 Wszystkie prawa zastrzeżone dla Ars Vitae. Wdrożenie strony - 13design